Jaka jestem? Samouwielbienie. Ocena a opis

Jaka jestem: Znaki zapytania

 Sylwia pyta:  Jaka jestem? Kiedyś czytałam, że nie do końca jest pewne, czy jesteśmy tacy, jak o sobie myślimy, czy raczej tacy, jak myślą o nas inni”.

Gdyby człowiek był taki, jak go odczytują ludzie, to byłby na dziesiątki, setki, a może i tysiące sposobów. Byłby – jak ja to mówię – „pokawałkowany”, a nie jakąś spójną całością. Wyłoniłaby się charakterystyka taka, że zdawałoby się – są to różne osoby. Każdy człowiek inaczej mnie odbiera. Niektórzy – podobnie, ale nie identycznie. Czyli tę samą cechę mogłabym mieć i nie mieć zarazem lub – jak na suwaku – cecha ta przejawiałaby się od minusa (zupełny brak) poprzez neutralność do plusa.

W tym Wpisie

będę posługiwała się terminem “ocena”, gdyż interesuje mnie ocena (która ma charakter wartościujący) a nie opis. W filozofii (ale i w języku potocznym) odróżnia się

  • oceny, które są postrzegane jako subiektywne, gdyż – jak się utrzymuje – bazują na uczuciach i emocjach,
  • od opisu, który (w założeniu) powinien być obiektywny.

W rzeczywistości nie zawsze jest to przestrzegane: często opis jest mało obiektywny i zawiera wyrażenia ocenne, a niekiedy ocena może zawierać sporą dawkę opisu. 

  • Ocena człowieka jest przejawem norm etycznych, czyli wskazuje, jakie cechy są pożądane, etyczne i (lub) pobudza do odpowiednich zachowań.
  • Opis ma zdawać sprawę z faktów, czyli obiektywnie te fakty opisywać.

Niektórzy filozofowie twierdzą, że niemożliwa jest czysta (absolutnie) wypowiedź deskrypytwna (opisowa), gdyż zawsze zrelatywizowana jest do przyjętego na danym terenie systemu wartości, a więc będzie zawierała elementy wartościujące. Wyjątkiem może być język nauki, gdyż nauka zmierza usilnie do prawdy obiektywnej.

Jaka jestem? Subiektywna ocena


Gdyby ważna była wyłącznie
ocena (lub nawet opis) innych ludzi, to nie tylko byłabym „pokawałkowana”, ale też przejawiałabym się w rozmaitych “odsłonach” na różnych etapach życia. Spotykałam bowiem na swej drodze wielu ludzi różnie mnie oceniających, a to mogłoby też godzić w moją tożsamość. Czyli osoby tej samej od urodzenia aż do teraz z tym samym bagażem cech dziedzicznych, tymi samymi uzdolnieniami i tymi samymi wadami. Coś mogłam zmienić, poprawić w procesie kształtowania swojej osobowości, ale nie zmieniła się moja tożsamość. 

Tożsamość

Tożsamość rozumiem tu jako coś trwałego i niezmienniczego, jako “jądro” każdego człowieka. Tożsamość to ciągłość bycia tą samą osobą na przestrzeni czasu, pomimo przeróżnych zmian ciała i psychiki. Sprzężona jest ona nierozerwalnie z samoświadomością, czyli całościowym poczuciem siebie, tego kim się jest. To świadomość siebie trwającego w czasie, własnej niepodzielności i odrębności wobec innych.

Ludzie pewnie widzieli różne moje „odsłony” w poszczególnych okresach życia. Jedni jakąś moją cechę zauważyli, inni nie mieli okazji, więc ich ocena (albo i opis) mojej osoby będzie odmienna. Poza tym postronni nie znają zazwyczaj motywów mojego postępowania lub przyczyn występowania danej cechy, albo jej braku, dlatego ich oceny mogą być surowsze lub zupełnie nietrafne. Dlatego istotne jest to, czy osoba zna dostatecznie człowieka, o którym wydaje ocenę bądź opinię. Czy jest to tylko pobieżna znajomość (np. w wypadku wydania opinii dla sądu), czy też głębsza.

Trzeba także pamiętać, że człowiek się zmienia, nawet z dnia na dzień (np. po jakimś głębszym przeżyciu). Rozwija się, doskonali lub degraduje, zmienia swoje poglądy, podejście do świata, ludzi, do swojego życia i na różnych etapach swojego życia może się całkowicie inaczej prezentować.

W dodatku może komuś „dać się poznać”, a komuś innemu nie. Może otworzyć się przed kimś i wtedy ten ktoś będzie miał okazję poznać go dokładniej, lepiej, a wobec innych osób będzie zachowywać daleko idący dystans, zatem ich wiedza o tym człowieku będzie znikoma.

Ludzie mnie nie znają

Jaka jestem: Ludzie mnie nie znają
                          Jaka jestem? Ludzie mnie nie znają

Wiadomo też, że człowiek patrzy na innego ze swojego punktu widzenia, oceniając czyjeś cechy w zgodzie z własnymi upodobaniami, czyli wartość pewnych cech będzie wyolbrzymiać lub pomniejszać. To niestety “zaciemnianie” obrazu drugiego człowieka, co spowodowane jest „podciąganiem” charakteru innych osób pod swój gust, swoje upodobania, czyli pod to, jaka jestem ja sama. Czyli patrzenie na innych ze swojego subiektywnego punktu widzenia. Cechy, które uważam za negatywne, zwłaszcza wówczas, gdy u mnie nie występują, u innych będą wydawały mi się bardzo rażące i przez ich pryzmat będę patrzyła na tego innego.

Ta sama cecha, która mnie razi, komuś innemu wydać się może nie taka zła, a nawet pożądana. Na przykład „tupet”, jednym wydaje się czymś nagannym, inni, którzy sami są „przebojowi” powiedzą, że to cecha przydatna w dzisiejszym świecie. Mało tego, jeśli obie osoby – różniące się w podejściu do “tupetu” – zauważą u kogoś tę cechę, to będzie ona jednak inaczej nazwana. W jednym wypadku – “bezczelnością”, a w drugim – “odwagą” czy “pewnością siebie” i tym samym będzie podlegała innemu osądowi, innemu wartościowaniu. Znacznie częściej jest tak, że ci, co cenią sobie osoby przebojowe i odważne, powiedzą, że ta osoba jest pewna siebie, a nie, że ma tupet, który najczęściej nie zbiera pochlebnych opinii.

Trzeba brać też pod uwagę odmienne temperamenty ludzi, zgodnie z tradycyjnym podziałem na: choleryków, sangwiników, melancholików i flegmatyków. Nie jestem pewna na ile aktualny jest ten podział, jednak każdy bez trudu zauważa, że temperament, natura ludzi jest dość zróżnicowana. Trudniej rozumie się usposobienie człowieka należącego do innego typu temperamentu i prawdopodobnie też gorzej ocenia.

Kategorie i kompetencje

Inna rzecz, to odmienność kategorialna postrzegania i oceniania kogoś. A mówiąc prościej, chodzi o to, czy mówi się o cechach charakteru, umiejętnościach, wiedzy, mądrości, usposobieniu, czy jeszcze o czymś innym? (W tym ujęciu kategoriami są rozmaite cechy, jak również zespoły cech, czy też kategorie ogólniejsze, jak np. osobowość, charakter, mentalność, inteligencja. Częściowo lub niektóre z nich będą podlegały bardziej opisowi niż ocenie).  Zatem najpierw należałoby uściślić czego dokładnie ocena dotyczy. Jakie aspekty osobowości chce się oceniać.

Jaka jestem: Robotnik

Jeszcze inna rzecz to kompetencje osoby, która dokonuje oceny. Najbardziej miarodajną charakterystykę, ocenę, opinię może wydać osoba posiadająca odpowiednie kompetencje. Zazwyczaj są to psycholodzy, lekarze (psychiatrzy), ale też i filozofowie (etycy) oraz specjaliści innych dziedzin, zwłaszcza tych, na których wykładane są nauki o człowieku (np. antropologia). Tu muszę uczynić ważne zastrzeżenie: umiejętność postrzegania i oceniania jest sama w sobie cechą, którą ktoś ma w większym stopniu lub mniejszym, niezależnie od przygotowania zawodowego. Trafnej oceny może dokonać człowiek jakiejkolwiek profesji i również ten, bez żadnego wykształcenia.

W domu uczono mnie

W domu uczono mnie, że ważne będzie to, jak mnie widzą inni, a nie to, co ja myślę o sobie. Zwłaszcza dlatego, że człowiek ma tendencję do znacznie łagodniejszego oceniania siebie, niż innych. Że warto posłuchać innych ludzi, ponieważ w życiu będę nieustannie przez nich oceniana i będzie to miało wpływ na rozmaite decyzje dotyczące mojego życia, a przez nich właśnie podejmowane. Począwszy od oceniania przez nauczycieli, zwierzchników, partnerów życiowych czy zawodowych, aż po oceny przyjaciół, kolegów, znajomych – czyli przez różne środowiska i różne osoby i to przez całe życie.

Jaka jestem
Jaka jestem? Oto jest pytanie: czy taka, jak myślę o sobie, czy jak myślą o mnie inni???

Tu znów należałoby zastanowić się nad tym, czy i jak duży mam wpływ na oceny mojej osoby przez innych ludzi. Na przykład: jestem ukształtowana, mam swój charakter, mentalność, czyli jakąś konkretną osobowość, i cóż? Jak mam sprawić, aby pewne moje cechy “przedłożyć”, pokazać wychowawcy, jakieś inne – zwierzchnikowi w pracy, a jeszcze inne mojemu narzeczonemu, ponieważ odgadłam jakie konkretne usposobienie czy zachowanie on lubi.  

W powyższej kwestii może zachodzić niesłychana wprost sprzeczność, ponieważ np. szef będzie wymagał ode mnie, żebym była poważna, poukładana i skromna, a mój chłopak chce, abym była wesoła, spontaniczna i niekoniecznie skromna. Czy to znaczy, że mam udawać? Absolutnie nie! Zresztą nie za długo to by się udawało.

Zatem trzeba pozostać takim, jakim się jest, jednocześnie rozwijać się i nieustannie doskonalić. A komu, i jaka moja cecha się spodoba, trudno odgadnąć, dlatego najlepiej nie przejmować się i nie starać się za bardzo przypodobać innym. Ze względu na rozmaitość gustów i upodobań jedni będą chwalić mój charakter, a inni będą krytykować. Nigdy nie jestem w stanie zadowolić wszystkich i wszystkim się podobać. Trzeba to zostawić kwestii wyboru i doboru towarzyskiego, zawodowego, uczuciowego itd. 

Samouwielbienie

Niezwykle ważne jest też, czy człowiek, ja sama umiem spojrzeć na siebie z odrobiną obiektywizmu, czy też jestem zauroczona swoim wspaniałym charakterem, swoją osobowością. Oczywiście samouwielbienie nie pomaga wprowadzaniu zmian, rozwijaniu się, doskonaleniu. Czasami trzeba “zmyć sobie głowę”, skrytykować się, oby tylko nie popadać w depresje. Nadmierny krytycyzm bowiem też nie jest pożądany, powoduje brak wiary we własne siły i pomniejszanie własnych szans. 

I tu znów wyważenie proporcji jest niezwykle ważne. Mogą pomóc w tym bliskie osoby, których szczera opinia może dużo zdziałać. Ale najważniejsze, to abym sama zauważyła swoje rażące wady, poddała je analizie  i bez zbędnego “biczowania się” próbowała je zmienić, no może chociaż złagodzić. Zresztą cechy kwalifikowane jako zalety też, bo może się zdarzyć, że niekoniecznie pozwalają one osiągać zamierzone cele. Najważniejsze, aby człowiek czuł się dobrze “we własnej skórze” i – jako istota społeczna – żył w zgodzie z otoczeniem.

Jaka jestem: Najważniejsze, aby człowiek czuł się dobrze we "własnej skórze"?
Najważniejsze, aby człowiek czuł się dobrze we “własnej skórze”

Powiało minimalizmem… A to nie jest zgodne z moim usposobieniem. Poza tym wiem, że zazwyczaj człowiek pragnie być akceptowany i podziwiany; chce być wspaniały i doceniany. I wielu ludzi do tego dąży. Zwłaszcza osoby, które żyją nie tylko dla siebie, ale i dla innych. Zresztą akceptacja samego siebie jest być może nawet ważniejsza!

Ogólnie mówiąc, to, co myślą o nas inni jest ważne, ale nie przeceniałabym tego. Lepsza jest własna rozsądna ocena siebie samego, taka, żeby nie popadać w ruinę myślową, gdy robię kardynalne błędy, ale żeby je dostrzec, przeanalizować i ewentualnie poprawić. 

“Dobry” i “empatyczny”

Jaka jestem: "Dobry człowiek"
Czy “dobry człowiek” to ten?

Napisałaś jak ważne są dla ciebie takie cechy u człowieka, jak „dobry” i „empatyczny”.

„Dobry” i „empatyczny” człowiek – to zaledwie dwie cechy z (powiedzmy) miliona możliwych, z tym, że „empatyczny” daje się zawrzeć w jednej definicji. Najkrócej: to umiejętność wczuwania się w potrzeby i problemy innych osób oraz współodczuwanie cierpienia innych ludzi, a także zwierząt. Natomiast co to znaczy “być dobrym”, to temat tak szeroki, że nawet opasłe tomiska nie dałyby wyczerpującej odpowiedzi. “Dobry człowiek”, to bardzo relatywny i wieloznaczny termin.

“Dobry człowiek” może być dobry na dziesiątki różnych sposobów oraz sam termin „dobry” na dziesiątki sposobów rozumiany przez różnych ludzi.

  • Dla jednych „dobry” to np. ten, który pomaga innym,
  • dla drugich „dobry” to ten, który nie oszukuje i można mu zaufać,
  • dla jeszcze innych „dobry” to taki, który nie kłóci się z żoną, jest spokojny i przynosi pensję do domu,
  • a dla jeszcze innych „dobry” to pracowity, który nie zgłasza się po podwyżkę.

I takich przykładów można by mnożyć.

Uwaga

zupełnie niechcący wkroczyłam w dziedzinę moralności, która jest niezwykle obszerna i wymagałaby zupełnie innego opracowania. Trzeba dodać też, że w kwestii moralności, norm moralnych, ocen i wzorów zachowania istnieje niezliczona ilość stanowisk, niekiedy dość mocno skonfliktowanych ze sobą.

Zatem nie będę wdawała się w szczegóły; dodam jedynie, że największa rozbieżność  (w moim przekonaniu) istnieje pomiędzy stanowiskami obiektywizmu i subiektywizmu.

  • Pierwszeujmuje ocenę moralną jako odzwierciedlenie rzeczywistości, w której dana cecha obiektywnie występuje bądź nie. 
  • Drugie, utrzymuje, że ocena stanowi wyraz emocji osoby oceniającej w stosunku do ocenianej i dlatego powinna być subiektywnie ujmowana.

Nie wgłębiam się w szereg zagadnień natury moralnej. Wspominam jedynie o użyciu wyrażenia “dobry człowiek” w życiu codziennym, nie wchodząc w zakres znaczeniowy “dobra” i “zła”.

Relatywizm czy absolutyzm

Ponadto, myślę, że niektóre cechy człowieka, a zwłaszcza określenie „dobry” lub “piękny”, mogą być jedynie relatywnie ujmowane, a nie bezwzględnie. Bezwzględnie i absolutnie dobry jest  tylko Bóg. Generalnie, tylko relatywnie coś jest dobre lub złe, gdyż jest jedynie lepsze lub gorsze. U człowieka jakaś cecha (tzn. jej miara, wielkość, intensywność) dostrzegana jest przez porównanie jej do tej samej cechy u innych ludzi i zawsze można znaleźć tę cechę bardziej lub mniej doskonałą u kogoś innego.  Na przykład bycie oszczędnym, to nie jest cecha „punktowa”, lecz „zakresowa”; ktoś zawsze będzie bardziej oszczędny lub mniej oszczędny, aż do granic skąpstwa lub rozrzutności (o czym pisałam w Przesada nie jest dobra).

„Dobry człowiek”, to wyrażenie, które wymaga zawsze uzupełnienia. To taki „ogólnik”, który powinien być uściślony. Tym samym daję poznać, co dla mnie jest „dobre”, co ja uważam za „dobre”. I to niekoniecznie musi być „dobre” dla innych, chociaż w ogólności, część zakresu znaczeniowego wyrażenia „dobry człowiek” jest podobnie postrzegana. W filozofii wyraźnie odróżnia się te dwa pojęcia: rzeczownikowe “dobro” (czasami pisane dużą literą) i przymiotnikowe “dobry”, lecz analiza tego zagadnienia wymagałaby znacznie dłuższego wywodu.

********************************************************************************************************

Podsumowanie

To miłe, nawet bardzo, jeśli ktoś mnie chwali, podziwia, docenia jakieś moje cechy, a ocena ta nie wynika wyłącznie z czyjegoś eleganckiego stylu bycia. Jednak nie wolno mi się tym zachłystywać i warto nawet uczynić sprostowanie, jeśli widzę, że ocena jest mocno nietrafiona. Tak w wypadku przeceniania, jak i niedoceniania. Warto mieć swoje zdanie na ten temat.

Podsumowując: nie należy się bać czyjejś oceny, ale zawsze warto skonfrontować ją z własną wiedzą na swój temat. Trzeba pamiętać, że ja sama (sam) znam siebie od tylu lat i wciąż siebie nie znam, nie wiem o sobie wszystkiego lub niewiele, a co dopiero może wiedzieć o mnie inny człowiek?

Iva Kalina, 17.06.2018 

Zobacz inne wpisy z kategorii: Sylwia pyta

About Achatoja

Kilka słów o autorze.

View all posts by Achatoja →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *