Chcę być waszym jeńcem (GB28,29)
Relatywizacja podarunków
To jest 28. wpis z tej serii. Zob. pierwszy: Dusza zapala się od duszy, jak świeca od świecy
Przesłanie 100, s. 34 – małe wydanie lub 129, s. 55, t. I, wydanie trzytomowe1Gabriela Bossis, On i ja, Wyd. Michalineum, Wydanie IX poprawione, 2021, Za pozwoleniem Kurii Metropolitalnej Warszawskiej z 10.10.1986.
Przed różami, które pięły się wysoko, aż do szczytu wielkiej czereśni.
Powiedział Mi:„Twój ojciec ofiarował ci małą polną różę bengalską i byłaś tym bardzo wzruszona. A Ja kazałem, by dla ciebie rozkwitły wszystkie twoje śliczne kwietniki. Kochaj Mnie za to bardziej”. |
UwagaGabriela w tych przesłaniach, które przeczytałam, nie wspomina nic o swojej rodzinie. Gdy zaczęła otrzymywać przekaz słowny od Pana Jezusa, miała już ponad 60 lat i wówczas zaczęła to zapisywać. Przypuszczam, że żyła samotnie. A te powyższe zdania musiałyby się odnosić do dawniejszego czasu, gdy jej ojciec jeszcze żył. |
Mogę pomyśleć, że ojciec daje dziecku wiele rzeczy i to nie tylko materialnych. Całe wychowanie, bezpieczeństwo i utrzymanie – to ogrom pracy, trudów oraz poświęcenia. Dziecko nie jest w stanie odpłacić się swym rodzicom za wszystko, co w procesie wychowania otrzymało. Może jedynie swoją miłością oraz ewentualnie opieką w ich starości. Dziecko w dorosłym życiu to samo daje swoim dzieciom. Oczywiście mowa o normalnym dobrym rodzicielstwie, a nie o patologii, bo ona też istnieje.
Czasem może się wydawać, że wszystko, co otrzymuję, ma gdzieś pierwotny zaczyn w decyzji (łasce) Boga. Czyli to, co mam i to, co otrzymuję od bliskich każdego dnia; jaka jestem, co osiągnęłam itp. Ale i tu brakuje euforii.
- Jeśli porównam to, co mam z tym, co istnieje w świecie, to wydaje się niewiele.
- Jednak, gdy zdam sobie sprawę z tego, że ogromnie wielu ludzi na świecie nie ma zabezpieczonego bytu i środków do życia na podstawowym poziomie, to mogę czuć się zadowolona z tego, co posiadam.
Można cieszyć się np. z tego,
- że są piękne kwiaty, drzewa i w ogóle roślinność;
- iże istnieje woda w upalne dni;
- że jest ogrzewanie w mroźne miesiące;
- iże jest wygodne łóżko, w którym można wypocząć;
- że jest dobre jedzenie;
- że jest odzież i inne dobra materialne – nawet komputer!
Jednakże dotykają nas też okropne, brzydkie, bolesne i wszelkie nieakceptowalne, złe rzeczy, z którymi słabo sobie radzimy. Ciekawe, co o tym powiedziałby Pan Jezus? Wiadomo, co mówią duchowni i pisma. O cierpieniu też już pisałam, więc nie będę się powtarzać, chociaż może jest tu trochę powtórek, których nie udało mi się uniknąć.
Na pociechę powtarzam sobie, że Dobro, które otrzymuję od ludzi lub od losu, to w rzeczywistości otrzymuję od Boga.
Chociaż wciąż pojawia się myślenie relatywne. Jak to rozpatrywać?
Czy porównywać się do innych, do otoczenia? I dlaczego człowiek nie jest zadowolony z tego, co ma, a pragnie wciąż więcej lub inaczej i kiedy indziej?
Psychologia zaleca, aby nie myśleć o tym, czego nie otrzymałam i o wszystkich swoich niedostatkach, ale raczej pomyśleć o sobie pozytywnie:
co mam, co otrzymałam pozamaterialnego, jaka jestem.
Wiem, że należałoby tak właśnie do tego podejść i skupić się na tym, co mogę dać innym, jak innym mogę pomóc? Również, co mogę zrobić jeszcze pozytywnego w ogóle? Jednak, to bardzo trudne zadanie.
A generalna myśl jest taka:
- nie rozczulać się nad porażkami;
- nie rozpamiętywać negatywnej przeszłości, tego, co się nie udało;
- inie żałować tego, czego nie otrzymałam od rodziców, czy od innych ludzi;
- nie wracać wcale do tego, czego nie zrobiłam, a powinnam była zrobić – to wszystko już przeszłość.
Gdy będę skupiała się na przeszłości, nie będzie miejsca i energii nawet na teraźniejszość. A o przyszłości, to już szkoda mówić.
Ktoś powie: łatwo powiedzieć, gdy się mówi z pozycji osoby w miarę zadowolonej. W poważnych tarapatach niezwykle trudno jest pogodzić się z losem. I to zupełnie rozumiem.
Ad rem. Mało kto chyba rozważa i w ogóle zauważa piękno przyrody oraz całego otoczenia, które może być zarówno przyjazne, jak i złowrogie. Chociażby powodzie, huragany, burze, trzęsienia ziemi i wiele, wiele innych nieakceptowalnych zdarzeń w przyrodzie i pogodzie.
Czy Pan Jezus mógłby przywołać tylko kwiaty? Bez wątpienia, są wyłącznie piękne. Jednak obok pięknej przyrody istnieje też ta groźna i nieokiełznana.
Zatem, wydaje mi się, że istnieje tu znaczne niebezpieczeństwo takiej myśli:
czy, jeśli można dziękować Bogu za oczywiste piękno w świecie, to i za brzydotę tego świata również? Nie brakuje licznych niebezpiecznych zdarzeń, które powodują ból i cierpienia ludzi nimi dotkniętych. |
| To głębsze pytanie:
czy Bóg odpowiada tylko za dobre rzeczy, czy również za te złe? A jeśli Bóg generuje wyłącznie Dobro, to kto odpowiada za Zło? Jeśli Bogu zawdzięczamy Dobro, które otrzymaliśmy i które istnieje obiektywnie w świecie, to co pomyśleć o Złu, które też istnieje na świecie?
|
Od kogo otrzymaliśmy lub skąd się bierze Zło, które nas ludzi dotyka? Czy może sami sobie je stworzyliśmy? Co jakiś czas w historii religii pojawiają się dyskusje na ten temat. Święty Augustyn, biskup z Hippony próbował uwolnić Boga od przypisywania Mu Zła. Wiele już powiedziano w tej kwestii, ale problem wcale nie został rozstrzygnięty.
Chcę być waszym jeńcem
To 29 Wpis z tego cyklu.
Przesłanie 300, s. 63, małe wydanie lub 837, s. 281, t. I, wydanie trzytomowe.
| – W kościele niepokoił mnie hałas, jaki sprawiało naprawianie przez kogoś fisharmonii. Myślałam, może Mu to przeszkodzi mówić do mnie?
– „Czy cokolwiek lub ktokolwiek może Mi przeszkodzić w mówieniu do duszy, gdy chcę do niej mówić? Czyż język, którym się posługuję, nie jest głęboką mową z serca do serca? Słyszałaś Mnie nawet wśród tłumu, słyszałaś głos tak cichy, że tylko miłość może go uchwycić. A Ja, jakże lubię być waszym jeńcem…Chwytajcie Mnie! Im bardziej Mnie obrabujecie, tym więcej będę miał dla was nowych skarbów do zrabowania. Czyż wszystko nie jest nam wspólne, jak w kochającej się rodzinie? Wierzcie mocno, że Moje bogactwa nie zmniejszą się nigdy. Bierzcie, bierzcie pełnymi garściami, pełnym sercem, nie tylko dla siebie, ale dla wszystkich. O, nie zapominajcie o nikim. Moje bogactwo będzie tym większe. Powiedziałem ci, że tylko drobna przeszkoda nie pozwala wam Mnie widzieć…*) [Tą przeszkodą – dosłownie „drobną rzeczą” – złączenie duszy z ciałem]. Wierzcie jednak w Moją niewidzialną obecność, pełną serdecznej, niezrównanej miłości… Gdybyście wiedzieli… Obecność! To tak wiele… Czynisz wszystko: pracujesz, modlisz się, myślisz, rozmawiasz, tak jak gdybym był tutaj… A Ja naprawdę jestem tuż. Czy nie uważasz, że jest to coś nieskończenie dobrego? Budzisz się – jestem przy tobie. Odpoczywasz – jestem przy tobie. Możesz powiedzieć: On nigdy nie pozostawia mnie samej. Dlatego właśnie twoja samotność jest przeniknięta Bogiem. Przypominasz sobie swoje wahania po śmierci twej wiernej służącej, czy przyjąć nową pomoc? Zachęciłem cię, abyś została sama, zapytałem: czy kochasz Mnie tak bardzo, żeby się na to zdobyć? Prawda, że nie żałujesz niczego? Razem przeżyliśmy lata, samotne wieczory. Starałaś się bardziej zbliżyć do Boga, a Ja ci pomogłem, ponieważ mogłaś połączyć twoją samotność z Moją.Czy zdajesz sobie sprawę, co to jest pustynia? Czterdzieści dni, nocy, w których uciekałem od nich, aby się modlić do Ojca. A wśród tłumu? Ta wielka samotność jako skutek niezrozumienia, wrogości, nienawiści, odtrąconej przyjaźni. Wszystko to za was, za ciebie. A potem samotność Ogrójca, osamotnienie w kościołach Mojej Eucharystii, samotność w sercach, które zapominają o Mnie natychmiast po przyjęciu Komunii św. … O, niech gorąca i wierna myśl Moich przyjaciół nieustannie Mnie pociesza. A Ja ich pocieszę, gdy będą zasypiać, aby przejść do innego życia. Dziwne to, nieprawdaż, że stworzenie może pocieszać swego Boga? A jednak tak jest. Moja miłość odwraca role, dając wam nowy sposób, byście mogli jak gdyby otoczyć Mnie czułą opieką. Tak bardzo potrzebuję wszelkich waszych sposobów kochania, wszelkich objawów waszej czułości.Kto zdoła pojąc żar Mego Ognia? Wybacz Mi, że tyle dziś ci powiedziałem… Widzisz*) [rozumiesz], potrzebuję ulżyć Memu Serce, aby wiedziano, aby trochę lepiej poznano tego nieznanego Przyjaciela, który jest tak blisko, tak blisko was… Gdybyście wiedzieli… Moje biedne, małe dzieci!”. |
Tu mam znów prawdziwy dylemat. Coraz mniej rozumiem Gabrielę i relacje, jakie łączyły ją z Panem Jezusem, oczywiście w jej przekazie. I to między innymi budzi moje spore wątpliwości. W zasadzie to już jest swego rodzaju zniecierpliwienie.
Gabriela uważa, że słyszy głos Boga – Pana Jezusa. Z pewnością to nie jest taki głos, jak zwykłego rozmówcy stojącego obok, ale – jak w tym przesłaniu to wybrzmiało, zresztą w wypowiedzi Jezusa – jest to cichy głos, który serce przekazuje sercu.
Niektóre treści są kalką z wypowiedzi duchownych („kościelne”), np. „w kościołach Mojej Eucharystii” lub „zapominają o Mnie natychmiast po przyjęciu Komunii św.”.
Niektóre są zupełnie niepoważne: jakby Gabriela rozmawiała z kimś więcej niż z przyjacielem. Zastanawiam się coraz częściej, po co mam to dalej komentować? Aż trudno mi o tym pisać, ponieważ musiałabym nieustannie zaprzeczać większości treści notatek Gabrieli.
| Mam nawet wyrzuty sumienia: zastanawiam się, czy wolno mi krytykować słowa, zdania z notatek Gabrieli, czyli kogoś, kto tak bardzo i niezwykle kochał Pana Jezusa? Oczywiście nie krytykuję samej Gabrieli, ale nie daję rady uznać wypowiedzi Jezusa za prawdziwe. Wydaje mi się, że treści te pojawiały się w umyśle (duszy) samotnej – dojrzałej już dziewczyny, która tak bardzo złączyła swoje życie z niewidzialną Osobą Pana Jezusa. |
Zob. poprzednie wpisy w tego cyklu.


