Jak modlić się do Boga?
Rozważania religijne

Dusze są małymi dziećmi (GB16)

Dusze są małymi dziećmi (GB16)

To szesnasty Wpis z tej serii. Zob. pierwszy: Dusza zapala się od duszy, jak świeca od świecy

Przesłanie 317, s. 76 małe wydanie lub 112, s. 87, t. 21Gabriela Bossis, On i ja, Wyd. Michalineum, Wydanie IX poprawione, 2021, Za pozwoleniem Kurii Metropolitalnej Warszawskiej z 10.10.1986.

„Zanim rozpoczniesz rozmowę ze Mną, poproś, aby cię przyprowadziła Moja Matka, św. Józef i aniołowie. Będzie to jakby dwór, który Mnie uczci i uzupełni twoje braki. Małe dziecko nie wchodzi samo do salonu: dorośli je wprowadzają i mówią za nie. A Ja proszę, aby je dopuszczono do Mnie.

Wszystkie dusze są Moimi małymi dziećmi.

Czy myślisz, że się na nie gniewam? Nie, Ja je zawsze pieszczę – wiesz o tym ty, którą namaściłem Moją obecnością* – aby zwiększyć ich zaufanie. Tak bardzo lubię tę ufność Moich małych dzieci i ich otwarte spojrzenie. [*Dosłownie: „… którą napełniłem Moim namaszczeniem…”].

O, powierz Mi wszystko, co jest twoje: twoje pragnienia, nawet te, które wydają się najbardziej nie do zrealizowania. W Moich dłoniach wszystko staje się proste. Żądam od ciebie ufności aż do granic cudu. Wtedy dopiero będę zadowolony.

Czy mogłoby ci przyjść kiedykolwiek do głowy, że zbawię ciebie za cenę straszliwej Męki i haniebnej śmierci? Czy mogłabyś przypuścić, że wymyślę taki Sakrament jak Eucharystia – aby żyć wśród was i być pożywanym przez was? Czy mogłabyś sobie wyobrazić przebaczenie najcięższych grzechów za cenę prostego ich wyznania i aktu skruchy? To przekracza twoje pojęcie o dobroci. Czy nie mogę i teraz robić dla was rzeczy wielkich? Czyż Moja moc zmalała? O, niech każda dusza – i twoje – zbliża się do Mnie, niech Mi przedstawi swoje potrzeby, pokaże Mi wszystkie swoje słabości i niech pragnie gorąco, abym ją uzdrowił.

Proś o miłość. Proś o świętość

Przypomnij sobie tych dwóch apostołów, którzy ośmielili się prosić o to, aby mogli zasiadać – jeden po Mej prawicy, a drugi po lewicy – w Moim królestwie. Czegóż to nie oczekiwali ode Mnie! Ty też oczekuj wszystkiego ode Mnie! To będzie dowodem twojej miłości. Ona będzie ozdobą Mego Serca*. [*Miłość utożsamiająca się z doskonałością stanowi chwałę Bożą dodatkową, pochodzącą od stworzeń. Ona jest celem stworzeń].

Proś o świętość. Proś Mnie o nią codziennie. Wkładaj w jej zdobywanie wszystkie swoje wysiłki: świętymi bądźcie, jak Ojciec Mój i Ja świętymi jesteśmy**. Wejdź we Mnie, a Ja cię poniosę. Sama – cóż możesz, Moje biedne dziecko? Ale masz Moją miłość. Weź ją sobie. Pij. Spożywaj. A kiedy staniesz się jedno ze Mną, twoja siła będzie nadludzka. Czy jesteś zdecydowana ze wszystkich sił Mnie umiłować? Czy jesteś zdecydowana w pełni zaufać?” [**Aluzja do I P I,16: „Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty”].

[Przesłanie to jest bardzo długie i wielowątkowe. Podzieliłam je na 4 kolejne Wpisy. Wyjaśnienie ostatniego fragmentu: **Aluzja do I P I,16: „Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty” przedstawione jest w drugim WpisieUfność do granic cudujest zaskakujące]. Podobno Święty Piotr w cytacie z Pierwszego Listu (który w przesłaniu jest przytoczony) powoływał się na Księgę Kapłańską ze Starego Testamentu].

 Spojrzenie dziecka

Cały różaniecPan Jezus na obrazach przedstawiany był sympatycznie, czasem z sercem na piersi. Ale gdy był przedstawiany jako dziecko, to akceptowałam Go tylko z Maryją, swoją Matką. Nie umiałam, nie mogłam myśleć o Jezusie, jak o dziecku – w jakiejś sukience (jak ja) i jakiegoś nieporadnego. Jednak, trochę mniej się Go bałam.

Z drugiej strony, pojmowałam Jezusa jako dojrzałego i wszechmocnego, gdyż dziecko takie by nie było. Ale i tak myślałam, że Jezus, a jeszcze bardziej Bóg Ojciec zsyła na nas wszystkie utrapienia, niedolę, choroby, kataklizmy – czyli że jest to kara dla nas za nasze przewinienia. Jednak zupełnie nie wiedziałam, o jakie przewinienia chodzi. Uważałam, że byłam „karana” nawet wtedy, gdy byłam grzeczna. To, co mówił ksiądz o grzechu, przerażało mnie, a gdy mówił o ogniu piekielnym, nawet bałam się chodzić do kościoła.

Stąd moja uwaga jest taka, że dla małych dzieci to są zbyt trudne prawdy, nawet trudne do zapamiętania, bo tak odległe od rzeczywistości, którą znają. Tego rodzaju wiedza, jest trudna do pojęcia dla dorosłego rozumnego człowieka, a co dopiero dla dzieci. I straszenie dzieci piekłem jest wielką nieodpowiedzialnością ze strony duchownych. Są dzieci mniej wrażliwe, które niczego się nie boją, ale są też takie, jak ja, że kary Boskiej i piekła bardzo się bałam. A przecież i tak postępowałam zgodnie z moim usposobieniem, a jedynie „omijałam” Pana Jezusa i Boga Ojca – oczywiście też Ducha Świętego.

„Wszystkie dusze są Moimi małymi dziećmi. Czy myślisz, że się na nie gniewam? Nie, Ja je zawsze pieszczę”.

Wyczuwam, że w przesłaniu Gabrieli brakuje pewnej konsekwencji: z jednej strony, „dziecko nie wchodzi do salonu”, „dorośli mówią za nie”; a z drugiej strony, Gabriela pisze, żeby każdy zwracał się do Jezusa i nie bał się, nawet, gdy nie umie mówić, tak, jakby należało zwracać się do Boga.

Uwaga:

Pieszczota – być może – nie musi odnosić się wyłącznie do stworzeń ziemskich (np. do dziecka, do kochających się osób). Jak podaje Wielki Słownik Języka polskiego: pieszczota, to „czuły gest, polegający na głaskaniu, przytulaniu, całowaniu”. Niewyobrażalne dla mnie jest (może jedynie dla mnie?), że Jezus lub Bóg Ojciec mógłby pokazywać człowiekowi w taki sposób swoją miłość.

Jeśli Jezus traktuje ludzi, jak małe dzieci i nie gniewa się na nie, ale „je pieści”, to dlaczego miałby nie pozwolić wejść do salonu i odezwać się do Niego lub do Jego Ojca? Ponadto, jeśli ludzie (dusze) są „małymi dziećmi”, to jaka jest ich odpowiedzialność za czyny? Przecież dzieci nie rozumieją swojego postępowania i dlatego nie ponoszą za to kary. Ale dalej Gabriela pisze, że Pan Jezus te dzieci bardzo lubi, a nawet kocha i je „pieści”.

Polemiczna jest też dla mnie wypowiedź, że „dusze są Moimi małymi dziećmi czy myślisz, że się na nie gniewam? Nie, Ja je zawsze pieszczę…” Wydaje mi się to zupełnie nieprawdopodobne. Że jesteśmy małymi dziećmi dla Jezusa, że można tak o nas, ludziach, powiedzieć. I jakie to proste wydaje się Gabrieli: jest dzieckiem Pana Jezusa i tak to przyjmuje. I dalej: że Jezus nie gniewa się na te „dusze”. Że je „pieści”.

To taki przekaz ojcowsko – rodzicielski w stosunku do małych dzieci, ale tu, na ziemi.

Dobrzy i mądrzy rodzice nie gniewają się na swoje dzieci, gdyż one nie zdają sobie sprawy z tego, że są niegrzeczne, że robią coś złego. Oczywiście też je pieszczą, tulą itp. Ale to są wzorce zaczerpnięte z naszego życia, z naszej rzeczywistości. Zatem te „pieszczoty” zupełnie nie przemawiają do mnie.

Jakie są relacje Boga do człowieka (dorosłego), my ludzie raczej nie wiemy. Do dziecka pewnie Bóg ma inny stosunek. Może niektórzy z nas mają jakieś wyobrażenia jedynie na ten temat. A inni powtarzają bez zastanowienia przekaz duchownych, właśnie, że ojciec, dzieci, nie gniewa się, że pieści itp.

Stworzenie Adama

Wydaje mi się nawet, że gdy mówi się, iż jesteśmy dziećmi Boga, to jeszcze jakoś mogę przyjąć – bo pomyślę, że Bóg nas stworzył (jak, w jaki sposób i jak to się odbyło – to inna trudność, właściwie aporia, wiedza niedostępna i nie do opisania). Ale to, że nas pieści – to jest chyba mocno przesadzone. Przede wszystkim dlatego, że pieszczota jest zrozumiała w rzeczywistości naszej ziemskiej, a na czym miałaby polegać „pieszczota” Pana Boga? Jak miałaby wyglądać?

Może tu chodzi jedynie o słowa?

iMoże trzeba by to inaczej nazwać?

Może to być też daleka przenośnia?

W świetle takich zdań, że:

  • Jezus traktuje nas ludzi (dorosłych), jak małe dzieci,
  • nie gniewa się na nie,
  • pieści je,
  • lubi ich ufność i ich otwarte spojrzenie itp.,

zadaję sobie pytanie:

Jak Jezus traktuje, odbiera nasze myśli, słowa, czyny, które nie zawsze są dobre, właściwe, lecz często – niepoprawne. Nie brakuje też zła czynionego w sposób zupełnie świadomy i zamierzony.

Bardzo bym chciała, żeby zdanie, że Bóg, Jezus nie gniewa się na mnie – było prawdą.

To znaczy, żeby Bóg nie gniewał się na mnie, niezależnie od tego, co zrobię, jak się zachowam itp. I żeby to wiara mnie zbawiła, a nie wyłącznie dobre uczynki – o które czasami trudno. Ale łatwiej nawet robić dobre uczynki, niż nie robić czegoś niewłaściwego lub wręcz złego. I jak to jest postrzegane, odbierane przez Boga?

Uwaga:

Protestantyzm przyjął tę łatwiejszą formę zbawienia – jak mi się wydaje – żeby to wiara zbawiła człowieka. Jednak jest też trudniejszy warunek, czyli łaska otrzymana w momencie narodzin. A co, jeśli ktoś łaski nie otrzyma? Czy na zawsze musi być potępiony?

Z kolei nauczanie katolickie przyjmuje poza wiarą, dobre uczynki oraz łaskę odnawialną (po spowiedzi i pokucie). Taki zestaw warunków daje możliwość (w pewnym sensie) łatwiejszej drogi do zbawienia, gdyż każdy łaskę może otrzymać. W praktyce jednak pojawia się pewne zniekształcenie tego procesu, ponieważ można nieustannie grzeszyć i nieustannie otrzymywać łaskę.

Przypomnę, że przesłanie to jest długie i wielowątkowe, toteż komentarz przedstawiam w czterech kolejnych wpisach (14, 15, 16 oraz 17 – w opracowaniu).

Zob. dwa pierwsze:

Pośrednictwo świętych. „Dwór” Pana Jezusa (GB14)
Ufność do granic cudu. Proś o wszystko, proś o świętość (GB15)

Ilustracje:

Obrazek: „Stworzenie Adama”, fresk w Kaplicy Sykstyńskiej, namalowany przez Michała Anioła (1511 r.), źródło: Wikimedia Commons

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *