Jezus - ptak drapieżny
Rozważania religijne

Jezus – ptak drapieżny (GB25,26,27)

Moją muzyką jest twoja miłość

To 25. wpis z tej serii. Zob. pierwszy: Dusza zapala się od duszy, jak świeca od świecy

Przesłanie 8, s. 25 małe wydanie lub 9, s. 30, t. I1Gabriela Bossis, On i ja, Wyd. Michalineum, Wydanie IX poprawione, 2021, Za pozwoleniem Kurii Metropolitalnej Warszawskiej z 10.10.1986

Gabriela: Gdy dzieci skończyły moje pieśni, powiedziałam Mu: nie mówię już do Ciebie muzyką. 

Odpowiedział mi: „Moją muzyką jest twoja miłość”. 

Niekiedy narzuca mi się taka myśl, że to nie są słowa Pana Jezusa, lecz „wyobrażenie” tego, co On mógłby w tym momencie powiedzieć. Czyli mogłoby to być pewne przeświadczenie o tym, jaki jest stosunek Jezusa do nas, co o nas myśli, czego od nas oczekuje, jaką dałby odpowiedź na nasze pytanie itp. Zawierać się może w takim odczuciu Gabrieli pewne niebezpieczeństwo, że Boga możemy poznać, będąc tu, na ziemi. Owszem, Pan Jezus był tu, na ziemi, ale co dziwne: wiele nauk i wskazówek zostawił ludziom, jednak jeszcze więcej rzeczy pozostawił zakrytych.

Ewangeliści (obojętnie kim byli i w jakim czasie napisali Ewangelie) podali mnóstwo wskazań, jak ogólnie rozumieć Boga oraz jaki jest sens życia i powinności człowieka względem Boga.

Problem w tym, które zdania – wypowiedzi Pana Jezusa są prawdziwe, które są lekko zdeformowane przez ustny przekaz w tak długim czasie, a które są dopisane przez osoby organizujące instytucjonalną formę religii, tj. Kościół.

Ważne jest, aby próbować odróżniać to, co Boskie od tego, co ludzkie. Wiele osób bowiem, odchodzi od Boga, od wiary z powodu nieakceptowania przekazu duchownych bądź ich zachowania. Jeśli to jest odejście od Kościoła, ale wiara w Boga pozostaje, to i tak przez duchownych jest to poczytane jako wielkie zło. Czyli nie docenia się wagi wiary, ale być może przecenia się rolę Kościoła. Jednak, jak napisałam już w pierwszym zdaniu: mnóstwo ludzi, winiąc za cokolwiek Kościół (duchowieństwo) winę przenosi na Boga i odstępuje od wiary.

Zarówno stwierdzenie Gabrieli jest zwyczajne, normalne, jak i odpowiedź Jezusa jest do zaakceptowania.

Tak, Jezus być może mógłby tak powiedzieć. Zastrzeżenie mam tu jednak do tak bezpośredniego kontaktu Gabrieli z Panem Jezusem. Cokolwiek powie, jakiekolwiek zada pytanie, Jezus jakoby jej natychmiast odpowiada. I naturalnie zawsze jest przy niej, zawsze ją słyszy. Jakąkolwiek błahostkę by powiedziała, Jezus natychmiast reaguje. Czy tak rzeczywiście może być? 

Tu mam problem. Nie mogę temu zaprzeczyć ani potwierdzić. iNie mogę zaprzeczyć – powiedzieć, że tak nie jest, ponieważ nie jest możliwe, abym to wiedziała (rozpoznała). Nie mogę też potwierdzić, że tak Jezus zareagował i uwierzyć, że to prawda. Powód jest zwyczajny: to nie ja „rozmawiałam” z Jezusem i nie wiem, jak się zachował względem Gabrieli, co do niej powiedział. To by znaczyło, że ja znam Pana Jezusa na tyle dobrze, iż wiem, co jest możliwe, a co nie. 

A tego nie chcę rozstrzygać. Chyba w którymś z poprzednich wpisów („Zgoda na śmierć” (GB19) napisałam, jak to ludzie nie wierzą w coś, czego oni sami nie doznali, nie doświadczyli. Jedyne, co mogę, to przez pryzmat mojej wiary i mojej wyobraźni domniemywać, co Jezus mógłby powiedzieć, a co nie. Co według mnie nie pasuje do Osoby Boskiej, a co jest możliwe. 

Zakładam, że Bóg, Jezus każdą osobę traktuje wg swojej arbitralnej decyzji, a Jego decyzji znać nie mogę.

Nie znam również duszy żadnego człowieka, w tym również Gabrieli – dusze ludzkie zna tylko Bóg. Nawet swojej własnej duszy nie znam; borykam się z rozmaitymi myślami i dylematami. 

Jeśli wypowiedzi Jezusa w zapisie Gabrieli nie przekonują mnie, to dlatego, że mam też swoje wyobrażenie Jego Osoby i tego, co mógłby powiedzieć, a co nie. Niekiedy jakaś wypowiedź wydaje mi się nieprawdopodobna. Jednak to nieprawdopodobieństwo zamyka się wyłącznie w mojej głowie, w moich myślach, w moje duszy. Każdy człowiek ma prawo wyobrażać sobie Boga na swój sposób oraz Jego stosunek do człowieka i przede wszystkim do siebie samego.

Bierz ode Mnie wszystko

Wpis 26. 

Przesłanie 143, s. 38 małe wydanie oraz 180, s. 64, t. I, wydanie trzytomowe.  

Nie ma tu wypowiedzi Gabrieli. Jest tylko zdanie Jezusa.

W pociągu „Bierz ode Mnie wszystko i pożywaj”.

Tu są dla mnie, jak gdyby dwa wątki. Jeden, to „bierz ode mnie wszystko”, a drugi, „pożywaj” to, co weźmiesz. Ale chyba to nie jest to samo, co „spożywaj”? Tu dopiero mam dylemat!

Gdyby do mnie Pan Jezus tak powiedział, to zupełnie nie wiedziałabym, jak to rozumieć. Zwłaszcza pojęcie „pożywaj” jest dla mnie wręcz komiczne, nie umiałabym podać definicji tego pojęcia. Jednak wydaje mi się, że „pożywaj” (już jako termin) stosowany był w dawnej Polsce i oznaczał po prostu jedzenie. Znaczyło tyle, co „jedz”, „spożywaj”, np. to, co dla ciebie przygotowałam.

Religijne znaczenie „pożywaj”, to już nie „spożywaj”,
ale przyjmuj Komunię Świętą.

Ktoś może mi zarzucić, że niepotrzebnie analizuję, czepiam się słówek, a powinnam może odnosić się stricte do meritum wypowiedzi. Niekiedy nachodzi mnie taka myśl.

Jednak dla mnie każde słowo, każdy najmniejszy gest Jezusa jest tak bardzo ważny, że wolałabym dobrze zrozumieć, co Jezus ma (miał) na myśli? Co dokładnie chce mi przekazać? 

Zwróciłam uwagę na fakt, chyba nie bez znaczenia, że w trzytomowym wydaniu (nowszym) wyraz „pożywaj” zamieniony jest na „spożywaj”. 
Zatem, jeśli ten pradawny termin znaczył Sakrament, to już ten współczesny oznacza po prostu „jedzenie”. Chyba nie powie ksiądz: „spożywaj Komunię Św.” lub „jedz Komunię Św.”, tylko „przyjmij Komunię Św.” Tu nie chodzi o jedzenie czegoś, tylko o wielką mistykę jednoczenia się z Panem Jezusem. 

Jak można zauważyć termin ten pochodzi z dawnych czasów, biblijnych. Dlatego teraz, jeśli ksiądz mówi „pożywaj”, to brzmi archaicznie. Czy warto uwspółcześnić język??? 

Jeśli piszę, że nie umiałabym podać definicji pojęcia „pożywaj”, to oczywiście chodzi mi o kontekst, w jakim to pojęcie zostało użyte. Czy Jezus mógł tak się wyrazić? (Gabriela odnotowała tę wypowiedź w 1937 r.) A jeśli Jezus tak by rzeczywiście powiedział, to nie mogło odnosić się do spożywania czegoś, ale musiało mieć inne znaczenie. 

„Bierz ode mnie wszystko”, czyli, co dokładnie? Co to znaczy „wszystko”?. Gdy człowiek mówi do drugiego (np. po ślubie mąż do żony lub odwrotnie): „wszystko, co moje jest teraz i twoje”, „dzielę się z tobą wszystkim, co mam”, to jest w miarę zrozumiałe. Z tym, że przecież nie bierze się od ofiarodawcy wszystkiego, tylko to, co akurat jest tej drugiej osobie potrzebne, poza tym w uzgodnieniu z nim, żeby nie ograbić go z wszystkiego dokładnie. Tak, zgoda, tu nie chodziło pewnie o rzeczy materialne, fizyczne, lecz duchowe, psychiczne. Być może potrzebne do egzystencji, a może tylko do zbawienia?

Natomiast, jak wziąć wszystko od Pana Jezusa? Przecież jest Bogiem! I Jego „wszystko” jest Boskie, a nie ludzkie. Nie można nawet porównywać się z Bogiem. Są to dwa byty, które nie należą do tej samej kategorii, do tej samej rzeczywistości. Wprawdzie człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga, ale nie odwrotnie. Nie można powiedzieć, że Bóg jest podobny do człowieka. [Jeśli interesuje cię to zagadnienie, przeczytaj Sumę teologiczną św. Tomasza z Akwinu, rozdz. I, O Bogu].

Jezus – ptak drapieżny

Przesłanie 335, s. 85 lub 244, s. 199, t. 2 2Gabriela Bossis, On i ja, Wyd. Michalineum, Wydanie IX poprawione, 2021, Za pozwoleniem Kurii Metropolitalnej Warszawskiej z 10.10.1986.

Tekst w małej książeczce:

Mów Mi często: «Stworzycielu Mój, wypełnij swoją wolę co do mnie. Niczego innego nie pragnę, jak tylko, żeby królestwo Twoje spełniło się we mnie, tak jak w niebie». A Ja porwę ciebie z większą gwałtownością, niż ptak drapieżny swą zdobycz, albo jak płomień, który pożera.

Daj się pochwycić w biegu. Zamiast uciekać, rzuć się w Moje ramiona i zaniechaj kierowania sobą. Chciałbym, żebyś, jak ślepa, dała Mi się prowadzić.

Moje barki nie są jeszcze dostatecznie obciążone, domagają się większych ciężarów. Zajmij swoje miejsce, jestem Dobrym Pasterzem. Wymień Mi dusze, które chciałabyś do Mnie przyprowadzić… Przez wzgląd na ciebie będę je usilnie przywoływał. Nie obawiaj się, że przyprowadzisz ich za wiele. Oczekuję ich jeszcze więcej.

A ty, otwórz na oścież swoje serce. Wejdę doń i już nie wyjdę, chyba, że sprzykrzy ci się Przyjaciel, który umarł, by cię zbawić. Gdybyś Mnie wypędziła, pozostanę u twoich drzwi”.

[W trzytomowym wydaniu jest dopisany poniższy tekst i wpisany na początku].

– 16 września. Kościół w Mesnil.

– „Szukaj Mnie. Jestem tam, gdzie i ty. Ale jeszcze trzeba, byś Mnie znalazła. Włóż swoje serce bezpośrednio w moje. Upokarzaj się z wielu powodów. Przyciągnę cię tak upokorzoną bliżej do Siebie. Czy nie sądzisz, że byłem pokorny? Naśladuj swego Oblubieńca, aby On odnalazł się w tobie. To pragnienie wypływa z mojej miłości i z mojego pragnienia zjednoczenia. Próbujcie to zrozumieć i próbujcie zjednoczyć się jeszcze bardziej, jednoczyć się zawsze. Czy nie jest to owocem miłości? Jak lepiej moglibyście okazać Mi waszą miłość? Jak, kochając Mnie, moglibyście znieść życie dla was i waszych interesów?”

Pan Jezus bardziej gwałtowny niż ptak drapieżny. Czy to możliwe? Albo jak płomień, który pożera?

Tu znowu mam opory [może bardziej „gwałtowne” niż ten „ptak drapieżny” z przesłania Gabrieli], żeby przyjąć tak sformułowaną treść.

Niezwykle obco dla mnie brzmią słowa, jakoby Pana Jezusa: „porwę ciebie z większą gwałtownością, niż ptak drapieżny swą zdobycz, albo jak płomień, który pożera”. [Interpunkcji i błędów w cytatach nie poprawiam].

Dla mnie niepojęte jest, że Jezus najbardziej czuły, delikatny, uduchowiony mógłby używać takich słów, jak: „porwę cię z większą gwałtownością, niż ptak drapieżny swą zdobycz” lub też „płomień, który pożera”. Że w taki właśnie sposób Pan Jezus się kiedykolwiek zachowywał lub może zachowywać?! Wydaje mi się, że Jezus nie porywa nikogo, a tym bardziej z wielką gwałtownością i nie tak, jak ptak drapieżny swą zdobycz lub jak płomień, który pożera.

Te wyrażenia są dla mnie jakieś niszczące, odpychające i nade wszystko bardzo przyziemne, ludzkie. Brzmią trochę, jak z „drapieżnej” poezji czy literatury, z jakiejś „mrocznej” sztuki. Mogą charakteryzować człowieka o dużej sile i nieokiełznanym temperamencie, ale czy mogą wyrażać charakter Boga i Jego stosunek do człowieka? Mam duże wątpliwości.

I dlaczego akurat chciałby „porwać” Gabrysię??? Kidnaping?

Nie wiem czy słusznie? Czy mam prawo być przekonana, że Jezus nie powiedziałby, że mógłby zrobić coś, jak drapieżny ptak. Nie mam pojęcia, jaki jest Jezus, chociaż mam pewne wyobrażenie, co do Jego natury, że Zbawiciel, Mesjasz (te wyrażenia mogą być rozmaicie rozumiane); że w końcu Bóg (chociaż nie Bóg Ojciec), jednak, jaki ma charakter? Nie ośmieliłabym się określać.

W Nowym Testamencie jest przedstawiany, głównie poprzez Swoje wypowiedzi i zachowanie w konkretnych sytuacjach. I tylko na tej podstawie próbuję sobie wyobrazić, jaki był jako Człowiek. Jednak, jaki jest jako Bóg – tego zupełnie nie wiem. Jako Człowiek, owszem: stanowczy, konsekwentny, jasno i dobitnie się wypowiadający i nadzwyczaj, wprost niesłychanie mądry oraz dobry. Tak absolutnie doskonale dobry. Utożsamiam Jezusa z Kimś, kto nie lubił przemocy, porywania, pożerania itp. Pan Jezus nie mógłby też chcieć być niszczącym ogniem. On coś „budował”, tworzył, a nie niszczył i nie kojarzy mi się wcale z jakąś siłą niszczącą. Poza naturalnie zwalczaniem Zła.

A czy mógłby powiedzieć „rzuć się w Moje ramiona”?

Nie wiem, ale dla mnie to brzmi nazbyt po ludzku (w dodatku, w stosunkach damsko-męskich) i czy w ogóle Bóg ma jakieś „ramiona”? Takie, jak człowiek? (Ktoś powie, przecież to przenośnia. Czyli co? Wszystko jest tu przenośnią?)

Nie kieruj sobą i bądź „ślepa”

Ta wypowiedź jest również dla mnie niezrozumiała. Bóg dał człowiekowi rozum, żeby kierował się nim w życiu i wzrok, żeby mógł wszystko dostrzec. Czy słowa te mogłyby mieć jakiś inny wydźwięk? Czy to też jakaś przenośnia? Przypuszczam, że tak. Gdyby Pan Jezus tak powiedział, to z pewnością musiałoby to znaczyć coś innego, a nie dokładnie „ślepotę”. Może tu chodzi o to, żeby „zamknąć” się jakoś, tzn. nie wybierać czegoś swoim rozumem, tylko zdać się na jakiś wewnętrzny głos, który może(?) podpowiedzieć nam Pan Jezus? 

I znowu „Pasterz” – sformułowanie kościelne.

Jezus - ptak drapieżny
Pan Jezus na tronie

W przesłaniu jest fraza: „jestem Dobrym Pasterzem”. [Jeśli to wyrażenie było odpowiednie w tamtych czasach (społeczeństwa pasterskiego), to już z pewnością nie będzie odpowiednie dziś. Postaram się wytłumaczyć to w ostatnim Wpisie (GB30)].

Pan Jezus zapewnia też Gabrielę, że jeśli wymieni Mu swoich bliskich – „przyciągnie ich do siebie”. Każdy pewnie, kto się modli, prosi o swoich bliskich. Tym samym ma nadzieję, że Bóg im pomoże, że przybliży ich do zbawienia, jak i samego modlącego. Gabriela pisze, że „przez wzgląd na ciebie” Jezus coś dobrego zrobi. [Tu cicho się zaśmiałam, że „po znajomości” – ale to żart]. To pięknie, wspaniale. Ale to by znaczyło, że Gabriela była kimś bardzo ważnym dla Pana Jezusa i kimś zupełnie wyjątkowym. 

Zauważyłam u siebie, jak i w życiu innych ludzi (w ich skargach), że nie jest łatwo uzyskać zauważalną pomoc Jezusa, mimo żarliwych próśb. Czasami oczywiście tak! Tu jednak wygląda na to, że Gabriela miała przekonanie, iż była kimś niezwykle ważnym dla Jezusa.

Czy to możliwe, żeby Jezus tak bardzo kogoś wyróżniał i pokazywał mu to na każdym kroku? Przecież poświęcił się dla całych rzesz ludzkich, a nie dla pojedynczych osób. Nawet osoby niezwykle pobożne, które zostały uznane za święte, nie podają, jakoby Jezus do nich mówił tak dużo i ciągle zaznaczał swoją przy nich obecność. [Już o tym wspominałam w którymś z wpisów].

Jeśli chodzi o termin „oblubieniec”, odniosę się do tego w ostatnim wpisie, to będzie GB31. Ten wpis jest już zbyt długi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *