Rozważania religijne

Oddaj mi wszystko – naprawiam, gdy mnie proszą (GB30,31,32)

Oddaj mi wszystko – naprawiam, gdy mnie proszą

To jest 30. wpis z tej serii. Zob. pierwszy: Dusza zapala się od duszy, jak świeca od świecy

Przesłanie 191, s. 43 – małe wydanie lub 324, s. 98, t. I, wydanie trzytomowe1Gabriela Bossis, On i ja, Wyd. Michalineum, Wydanie IX poprawione, 2021, Za pozwoleniem Kurii Metropolitalnej Warszawskiej z 10.10.1986

– Byłam niezadowolona z siebie i skrępowana wobec Niego.

– „Czyż Ja nie jestem większy, niż twoje uchybienia? Czyż nie jestem większy, niż twoja biedna istota? Oddaj Mi wszystko. Naprawiam, gdy Mnie proszą, by naprawić”.

Prawdopodobnie Gabriela była niezadowolona ze swojego zachowania, może sposobu bycia lub swoich niedoskonałości w języku i wobec Majestatu Boskiego czuła się skrępowana.

Zagadką jest dla mnie, jak, w jaki sposób słyszała Pana Jezusa. Przecież nie mogła usłyszeć Jego głosu tak, jak słyszy się głos drugiego człowieka w pobliżu. Pewnie była to „mowa” jej duszy, napełniona przekazem Boskim. Ale że nie miała wątpliwości, że to są słowa Jezusa, to jest dla mnie zastanawiające. Ciekawe, jakiego klucza używała, żeby oddzielić to, co pomyślał jej umysł, jej dusza od tego, co mówi do niej Jezus. Jak to rozpoznawała? Tego nie wiem, może powinnam przeczytać cały jej życiorys oraz jej zapiski bardziej dokładnie, może gdzieś o tym pisze? (O tym, jakiego rodzaju to był przekaz Jezusa, też kilkakrotnie wspominałam w poprzednich wpisach).

Gabriela w tej kwestii dodaje notatkę nr 16 (s. 25 w małym wydaniu) i nr 20 (s. 33 w trzytomowym wydaniu), że Jezus powiedział tak:

„Wątpisz, czy to Ja mówię do ciebie, tak proste wydaje ci się to wszystko, jakby pochodziło od ciebie samej. Ale czyż ty i Ja nie jesteśmy Jedno?”

I znowu zastanawia mnie to niezachwiane przekonanie Gabrieli, że Pan Jezus wszystko u niej naprawi, wystarczy Go o to poprosić. Nawet więcej – u każdego, kto prosi Jezus naprawia wszystko.

Gdyby tak było, jakiż cudowny byłby świat, a wszyscy ludzie byliby idealni. Pewnie każdy chciałaby skorzystać z takiej pomocy, zauważywszy, że tak łatwo można wszystko otrzymać.  Rzeczywistość pokazuje coś wręcz odwrotnego. Nie chcę powiedzieć, że Jezus jest głuchy na ludzkie prośby – to znaczy, nie wiem właściwie, jak to jest? Być może słyszy ludzkie błagania, ale nie może z jakiegoś kardynalnego powodu pomóc? Może nawet jest przygnębiony z tego powodu?

Znam wielu ludzi, którzy chcieliby poprawić coś u siebie, zmniejszyć swoje niedostatki (łącznie ze mną), lecz czy udaje się tak łatwo uciec od natury? Wystarczy tylko poprosić i Pan Jezus zmieni każdego z nas w kogoś innego? Lepszego? 

A może jednak Jezus pomaga tylko wybranym,
do których należała Gabriela?

Zawsze wydawało mi się, że Jezus przyszedł na świat, żeby pomóc wszystkim ludziom (chociaż niektórzy nie zechcą skorzystać, ale to już inna sprawa).

Gdyby pomyśleć, że Jezus pomaga tylko wybranym, jakiejś nielicznej grupie osób, byłoby beznadziejnie i bardzo przykro. Że cała reszta urodziła się na straty, po to, żeby cierpieć – i nic więcej… 

Dziwne przesłanie

To 31. wpis z tej serii.

Przesłanie 283, s. 274, t. III2Gabriela Bossis, On i ja, Wyd. Michalineum, Wydanie IX poprawione, 2021, Za pozwoleniem Kurii Metropolitalnej Warszawskiej z 10.10.1986 

Nie zostało umieszczone w małym wydaniu, tylko w trzytomowym.

Pan Jezus mówi:

„Od dawna już nie kochaliśmy się… To znaczy w spotkaniu serc w godzinie świętej: osiem dni… Zachowuj liczne przerwy w spontanicznych i radosnych porywach, tak jak wtedy, kiedy byłaś mała. Kiedy miałaś wolną chwilę rzucałaś się na szyję osób, które kochałaś. A kiedy opuszczałaś miasto, by udać się na wieś, którą kochasz, to odnajdując ją nagle w piękny wakacyjny wieczór, w pierwszym spojrzeniu na Loarę i wyspy, czy nie odnajdywałaś także wszystkich swoich młodzieńczych zachwytów? A więc, kiedy wycofujesz się ze światowych obowiązków, z życia materialnego i na kilka chwil możesz wejść w swoje serce, daj Mi radosny, nawet dziecinny wybuch twojej młodości duchowej, szybko, miłośnie i – jak to się mówi – z całego serca, by potem wrócić do swej pracy wśród innych i w mojej służbie.

Nie bądź nieśmiała, gdy chodzi o miłowanie Mnie, ponieważ dajesz mi radość, ponieważ pocieszasz Mnie po chłodzie ziemi… Może liczyłem na ciebie od dawna… Czy miałbym doznać zawodu?

Ja również mam marzenia, nadzieje, pamiętaj, że jestem także Człowiekiem.

Czy mogę ci powiedzieć: odpowiedz na wszystko, co moja myśl utworzyła z twojego «ja», z twego przechodzenia przez życie ludzi, z twego wpływu, jak gdybyś brała ze Mnie, aby dawać innym. Czy zauważyłaś, że nawet gwiazdy pożyczają sobie światła w nocy? A kiedy jesteś przede Mną, moja Gabrielo, patrz na Mnie z wielką czułością i myśl, że być widzianym jest równie słodko jak patrzeć.”

To przesłanie jest niemiłosiernie długie, ale wcale nie najdłuższe. W zapiskach Gabrieli w kolejnych tomach notatki się wydłużają. To znaczy, Gabriela zapisuje coraz dłuższe wypowiedzi Pana Jezusa. Nie wiem, czy te pierwsze przesłania Jezusa były po prostu krótsze czy Gabriela nie zapisywała całych wypowiedzi Jezusa. Wygląda to nieco sztucznie, tak jakby Jezus głosił coraz dłuższe wywody.

Nawet chciałam coś z tego przesłania powycinać, ale powstałoby wrażenie, że tam mogły znaleźć się jakieś istotne kwestie, które mi się nie podobały.

Przesłanie to, znów mnie zadziwiło. I w dodatku wcale nie będę tego komentować! Nawet nie z powodu jego treści. Takich zaskakujących czy dziwnych i zupełnie dla mnie niezrozumiałych treści jest znacznie więcej. 

Podsumowanie jako GB32

Chyba w ogóle przestanę już komentować te przesłania, bo po prostu treść ich mnie przerasta. Musiałabym nieustannie krytykować lub nawet wątpić w „głos” Jezusa, a przyjąć, że to jest wyłącznie przekonanie Gabrieli, że mówi do niej sam Bóg. Nie chcę zarzucać Gabrieli nadinterpretacji jej własnych przekonań – myśli, dlatego chyba muszę skończyć z próbą zrozumienia tego wszystkiego.

„Pasterze” i „owce”

Różne układy ekonomiczne kształtowały strukturę społeczeństwa: pasterskie, agrarne, przemysłowe, usługowe – aż do społeczeństwa informacyjnego. Przypuszczam, że w tym czasie „rozmów” Gabrieli z Jezusem mogło to być jeszcze przemysłowe lub już usługowe społeczeństwo.

Trzeba pamiętać, że Nowy Testament jest napisany takim językiem, aby był zrozumiały dla ówczesnych ludzi (społeczeństwo pasterskie). Teraz, pisanie o „pasterzu” i „owcach” nie dociera do współczesnych ludzi. Kościół – nie wiem dlaczego – posługuje się nadal często sformułowaniami, z tamtego odległego okresu.

Zastanawiam się, czy takimi archaicznymi słowami posługiwałby się Jezus w kontaktach ze swoimi wiernymi?

Wydaje mi się, że przekaz byłby raczej współczesny. Może też w pewien sposób „zawoalowany”, symboliczny, tzn. nie byłby wypowiedziany w konkretnych słowach. Każdy obdarzony jakąś wskazówką od Jezusa, „ubierałby” ten przekaz w swoje słownictwo, język, jakim się posługuje.

Mam bowiem wątpliwości, czy słusznie powinnam zarzucać jej tę „nadinterpretację”, jak to nazwałam, bo być może to jest przekaz Jezusa, a ja nie dojrzałam do tego, by móc przyjąć ten przekaz. Może po prostu nie zasłużyłam sobie na to; może Gabriela była na innym wyższym stopniu rozwoju duchowego itp., itd. Jednak większość tego, co podaje Gabriela, nie pasuje do mnie lub w moim odczuciu nie pasuje do Jezusa. Że mógłby tak powiedzieć, tak się zachować, że mógłby w taki sposób siebie przedstawiać.

Zresztą, większość „wypowiedzi” Pana Jezusa (z przesłań Gabrieli), stawiałaby Go w zupełnie innym świetle niż ukształtowany przez wieki „wizerunek” Jezusa. Chodzi przede wszystkim o rozumienie Jego postawy wobec człowieka. Niezależnie od tego, co mówi Kościół, ludzie mają swoje obserwacje przejawów Boga w rzeczywistym życiu człowieka oraz swoje wyobrażenia Istoty Boskiej. Takie nader bliskie i zbyt bezpośrednie „zakumplowanie” się z Panem Jezusem jawi mi się jako odzieranie z Boskości Jezusa. Niezależnie od tego, że można Go nazywać swoim wielkim Przyjacielem.

„Oblubieniec” i „oblubienica”

Bardzo często Gabriela nazywa siebie „oblubienicą”, a Pana Jezusa – „Oblubieńcem”. I co jeszcze dziwniejsze, „wkłada” w Jego usta to pojęcie, że sam siebie tak nazywa.

Symbolika „oblubieńca” i „oblubienicy” jest już obecna w Starym Testamencie. Prorocy często opisywali relacje między Bogiem a wiernym ludem jako więź miłości między Oblubieńcem a Oblubienicą. Bóg był „wiernym mężem”, a lud – „niewierną żoną”. Ludzie tamtego okresu nie potrafili opisać relacji z niewidzialnym Bogiem inaczej, jak poprzez znane im relacje społeczne: Władca – poddany, Ojciec – syn, Mąż – żona.

W nazewnictwie „kościelnym” pojęcia te zostały przypisane do Pana Jezusa jako „Oblubieńca” oraz „oblubienicy” jako Kościoła, ludu Bożego lub pojedynczej duszy. Ale jest to nieuzasadnione, chociaż często prezentowane w przestrzeni publicznej oraz w pismach. Powoływanie się na Nowy Testament (Mateusz 9, 15) jest albo niezrozumieniem, albo nadinterpretacją. Przypowieść Jezusa o weselu i panu młodym, którego Jezus nazywa oblubieńcem (w niektórych pismach) powinno radować uczestników wesela, dopóki pan młody jest z nimi. Podobnie Jego uczniowie mogą się radować (tzn. nie muszą pościć), dopóki On – Jezus jest z nimi. Bo przyjdzie czas, kiedy Go zabraknie. Jest to tylko przenośnia. 

W Ewangelii Jana (J 3, 28–29) jest wypowiedź Jana Chrzciciela: „Ten, który ma oblubienicę jest oblubieńcem” (w ten sposób nazywa Jezusa „oblubieńcem”, a siebie „przyjacielem oblubieńca”). Nawiązuje tu do Starotestamentowej symboliki Boga i Izraela jako męża i żony.

Sam Jezus nigdzie w Ewangeliach nie nazywa siebie „Oblubieńcem”.

Inne powołanie w tej kwestii prowadzi do Św. Pawła – List do Efezjan (5,25–32). Jest tam porównanie relacji między mężem a żoną (jakie powinny być) ze stosunkiem Chrystusa do Kościoła. Że mąż powinien miłować żonę, a ona powinna mu być poddana tak, jak Chrystus miłuje Kościół, który jest mu poddany (który poza tym powinien być wierny, nieskalany, święty) i za który Chrystus oddał życie. Tak pisze Paweł. Ale nie używa pojęcia „Oblubieniec” i „oblubienica”. Nastąpiło tu przeniesienie znaczeń: jako że mąż – głowa rodziny jest oblubieńcem dla swej żony, a ona jego oblubienicą, to podobnie można wg niektórych interpretatorów pojmować Chrystusa jako oblubieńca dla swego Kościoła, który z kolei może być Jego oblubienicą. 

Przeniesienie terminologii „Oblubieniec” i „Oblubienica” na ten tekst to zabieg teologiczny, łączący wypowiedź św. Pawła (Ef 5) z tradycją Starego Testamentu oraz Apokalipsą św. Jana, gdzie Nowe Jeruzalem, czyli Kościół jest wprost nazwane – Oblubienicą (Ap 22, 17).

Ciekawe, co na to wszystko Pan Jezus?

 W gruncie rzeczy nie mogę zaprzeczyć, że Gabriela rzeczywiście słyszała (w jakiś sposób) głos Boga. Jednocześnie jednak nie mogę uwierzyć w to, że Pan Jezus wypowiadał dokładnie takie słowa. Dotyczy to naturalnie wszystkich zaprezentowanych dotychczas przesłań Gabrieli. Od początku próbuję podchodzić do jej notatek z pokorą i wysilam akceptację tych treści. Jednak mam coraz mniej cierpliwości, za to więcej niezrozumienia oraz braku wiary w prawdziwość przedstawionych tu jej notatek. Pilnuję jednak tego, żeby krytyka moja i liczne uwagi do tekstu Gabrieli nie były zbyt mocnym i zdecydowanym zaprzeczeniem przedstawionej tu treści jej notatek.

Jeśli Gabrieli charakter relacji z Panem Jezusem tak się objawiał i jej to pomagało w życiu; jeśli mogła się w ten sposób zbliżyć do Boga – to trudno by mi było to krytykować. Tym bardziej, że z wszystkich jej notatek przebija wielka miłość do Pana Jezusa. Ale mnie przesłania (prawdziwe bądź nie) raczej zadziwiały (poza nielicznymi) niż pomogły i coś podpowiedziały, dlatego czuję się zawiedziona i prawdopodobnie zakończę tę Kategorię. Jednak, być może nie zrezygnuję zupełnie z poczytania czasami tej lektury.

Jak gdzieś to już zaznaczyłam, zdarza się, że jeśli ktoś nie ma podobnych doświadczeń, zazwyczaj neguje autorytarnie prawdziwość czyichś przeżyć.

Z tego powodu nie twierdzę, że Gabriela nie słyszała w rzeczywistości głosu Pana Jezusa. Jedynie mnie wypowiedzi Jezusa wydają się nieprawdopodobne. Nie twierdzę, że Gabriela zmyśla. 

Jej notatki umieszczam raczej w skomplikowanej naturze ludzkiej i potrzebie usłyszenia wskazówek tego, który kiedyś dawno, dawno temu doświadczał fizycznie naszej rzeczywistości. A który wszystko wie i wszystko może.

Wiele treści z notatek Gabrieli jest takich, że trudno byłoby „włożyć je” w usta Jezusa. Narzuca się skojarzenie, że Gabriela o coś zapytała Pana Jezusa, coś powiedziała do Niego i sama sobie odpowiedziała to, co chciałaby usłyszeć. Już dość długo takie skojarzenia przychodzą mi do głowy. Jednak, jakby trochę „na siłę” próbowałam podejść do tego materiału z wiarą i powagą, uważając, żeby nie przekreślać tych treści przed czasem. Cały czas próbowałam przyjąć je za prawdziwe. Jednak jest to coraz trudniejsze i nie przynosi mi istotnych wskazówek dla mojego życia. W dodatku, żeby nie zniechęcać potencjalnego czytelnika do publikacji Gabrieli, chyba powinnam zaprzestać prezentowania jej notatek oraz moich przemyśleń z nimi związanych.

Ciekawa też jestem, czy Gabriela czuła się przez to szczęśliwsza (czy w ogóle była szczęśliwa) i spełniona? Jeśli tak to czuła i tak wybrała, że chciała to spisywać, a potem wydać – to jest jej sprawa, jej wybór. Przy zastrzeżeniu, że to rzeczywiście są jej notatki słowo w słowo przedstawione.

Chociaż byłabym bardzo ciekawa, co na to Pan Jezus??? Ale On milczy, choć wierzę, że jest tak samo moim wielkim Przyjacielem, jak i Gabrieli. No i poza tym Zbawicielem, Lekarzem, Opiekunem; Drogą, Prawdą i Życiem moim, naszym, nas wszystkich ludzi. Amen.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *