Oszustwo na drodze do Prawdy
Oszustwo na drodze do Prawdy
Święty Paweł [I Kor 9,19–23] utożsamia się, czy wręcz staje się jednym z członków jakiegoś narodu, jakiejś grupy społecznej, czy jakiegoś plemienia, aby ich pozyskać dla Ewangelii, dla Chrystusa i Zbawienia.
„Będąc wolnym wobec wszystkich, oddałem się w niewolę wszystkim, abym jak najwięcej ludzi pozyskał. I stałem się dla Żydów jako Żyd, aby Żydów pozyskać; […] Dla tych, którzy są bez zakonu, jakobym był bez zakonu, chociaż nie jestem bez zakonu Bożego, lecz pod zakonem Chrystusowym, aby pozyskać tych, którzy są bez zakonu. Dla słabych stałem się słabym, aby słabych pozyskać; dla wszystkich stałem się wszystkim, żeby tak czy owak niektórych zbawić”. |
Przyznam, że zdziwiły mnie nieco te wyznania.
Zadaję sobie pytanie; czy trzeba koniecznie udawać kogoś innego, żeby głosić Ewangelię i Zbawienie Chrystusa w celu nawrócenia ludzi?
Czy Chrystus tak by postępował i czy pochwalałby takie zachowanie?
Jest to niesłychane poświęcenie – to dość pewne. Ale czy potrzebne jest właśnie tego rodzaju poświęcenie? Jednak, mimo wszystko, jest to pewien rodzaj oszustwa. Czy mogłoby to usprawiedliwiać tezę, że „cel uświęca środki”?
Wiadomo wprawdzie, że korzyść, czy piękny doskonały czyn w służbie nawrócenia ludzi, przekonania ich do Chrystusa (tych, którzy sami nie znajdują właściwej drogi) sam w sobie jest rzeczywiście wielki. Jednak, czy trzeba uciekać się do oszustwa – czy łagodniej – do udawania, do jakiejś nieprawdy, aby przekazywać Prawdę? Czy w tym samym nie ma już jakiejś nieuczciwości?
Biorę pod uwagę fakt, że epoka Pawłowa, to był okres, gdy wiara w Chrystusa zaczęła być dopiero krzewiona. Zatem, istniała szczególna potrzeba, aby naukę Chrystusa rozpropagować, rozgłosić, wyjaśnić itd. Konieczna więc była misja nauczania, zapoznawania ludzi w wielu odległych miejscach z nową wiarą i „nowym”, czy „dodatkowym” Bogiem – Zbawicielem, posłanym na ziemię przez Boga – Ojca, Boga wszystkich ludzi.
Czy wobec tego wyjątkowego stanu, taki manewr – manewr stosowanie wybiegów, kamuflaży był uzasadniony? Można by odpowiedzieć na to pytanie dwojako:
(1) Tak, gdyż przyniósł owoce w postaci nawróconych, a wiara w Chrystusa mogła się dalej w ten sposób szerzyć;
(2) Nie, gdyż nawet niewielkie oszustwo na drodze głoszenia Prawdy (w sensie istnienia Boga), umniejsza Jej wagę i niejako Jej nawet przeczy.
| Wydaje się, że jeśli mówię o Bogu, nie powinnam nikogo zwodzić ani w słowach, ani w zachowaniu. Ponadto powinnam sama kierować się w życiu zasadami i byś wiarygodna. Jeśli ja sama będę niewiarygodna, to czy mam moralne prawo uważać, że inni powinni przyznać mi rację? Czy mam prawo wymagać, aby mi uwierzyli? Czy uwierzą mi, że Jezus Chrystus rzeczywiście istnieje i jest naszym Zbawieniem? |
| Czy ważniejszy jest czyn nawrócenia kogoś i czy to nawrócenie jest (i będzie) prawidłowe, tzn. takie, jakiego chciałby sam Jezus Chrystus? Jaka to jest prawda, jeśli muszę dotrzeć do niej oszustwem czy udawaniem? A jeśli dowiem się, nawet po latach, wiekach, że „głosiciel” tak wielkiej Sprawy, zwyczajnie nie był wiarygodny? Chociażby i dotyczyło to wyłącznie jego osoby, a nie tego, co głosił. To pytanie o to, czy ktoś „nieprawdziwy” może głosić coś „prawdziwego”? Ktoś pomyśli, że demonizuję, a to taka drobna sprawa, która nie ma żadnego znaczenia dla efektu, jaki został uzyskany. Czy rzeczywiście? Czy fakt ten nie osłabia całej nauki głoszonej przez św. Pawła? |
Inna epoka – czy może być usprawiedliwieniem?
W tamtej epoce głoszenie Ewangelii musiało przebiegać inaczej niż to jest obecnie. Nie było masowych środków przekazu, możliwe było wyłącznie osobiste i bezpośrednie głoszenie. Inna była też kultura, w tym stosunki społeczne oraz obyczajowość. Treści wszystkich pism Pawła z Tarsu naznaczone są kulturą tamtego czasu.
Nie niosą zatem uniwersalnych wartości uznawanych przez rozmaite grupy społeczne, narody w każdym czasie, w każdej epoce.
Stosunki społeczne, obyczajowe, zwłaszcza rozumienie płci, małżeństwa itp. było w pierwszych wiekach n.e. zupełnie inne. Zatem, jak są obecnie pojmowane? Jako dziwactwa. Na przykład, że kobiecie nie wolno obcinać włosów i zawsze powinna nosić nakrycie głowy. Odwrotnie mężczyzna: włosy ma mieć obcięte i nie musi mieć nakrycia głowy. Ponadto, kobieta powinna być absolutnie poddana mężowi. [Tematy te mam zamiar poruszyć szerzej w innym wpisie].
Czy takie Nauki głosił Pan Jezus? Nie! Nie mówił o żadnym poddaństwie ani nie zajmował się konkretnym wyglądem ludzi, czy odzieżą. To znaczy, ja nie znalazłam takich treści. Ale być może są???
Jezus – chodząca Prawda
Stawiam jedynie pytania, ponieważ odpowiedzi pewnej i jednoznacznej nie znam. Przychodzi mi jednak na myśl życie Jezusa i to, jak się zachowywał.
| Otóż, nigdy niczego nie udawał. Był prawdomówny aż „do bólu”. Nawet w obliczu swej śmierci nie zmienił zdania, a przecież tak łatwo mógł się ze stawianych Mu oskarżeń wywinąć. Ktoś powie, że nie chciał, ponieważ nie wypełniłaby się Jego misja Zbawienia ludzkości. Ale również wielokrotnie we wcześniejszym okresie zawsze był Sobą – tym, Kim Jest. Przede wszystkim, nie było w Nim nic zmyślonego, nie było żadnej gry czy udawania. Cele swe osiągał właśnie poprzez niesłychaną uczciwość i wiarygodność. Może chciałby, aby to właśnie przyświecało nam – ludziom w postępowaniu. |
| Wprawdzie człowiek nie potrafi być tak wspaniały, jak Jezus. Jednak wszystkie idee, które On głosił i zasady, które stosował w swym życiu, może trzeba rozumieć w sposób aproksymatywny: jako cel, do którego należy dążyć. Jednemu z nas uda się to lepiej, drugiemu – gorzej. Ale chyba najgorzej jest, jeśli człowiek w ogóle nie wkracza na tę drogę. To znaczy, nie wprowadza idei, przykazań, Prawdy – Nauki Jezusa do swego życia, do swych myśli, do swych słów, do swych czynów. |
„Zakon” czy „Prawo”, pisane małą czy wielką literą?
W Starym Testamencie występuje hebrajskie słowo Tora, które oznacza dosłownie pouczenie, naukę, a w kontekście ksiąg – Prawo Mojżeszowe. Natomiast w Nowym Testamencie (pisanym po grecku) używano słowa Nomos, czyli prawo lub zasada.
W dawnej polszczyźnie używano terminu „zakon”, co oznaczało prawo, przymierze. Stąd pochodzi m.in. określenie Stare i Nowe Przymierze oraz zakony religijne (żyjące według ściśle określonej reguły, prawa).
Starsze polskie przekłady – jak XVI-wieczna Biblia Jakuba Wujka czy protestancka Biblia Gdańska – używały słowa „Zakon”. Nowsze przekłady, w tym Biblia Tysiąclecia (XX w.), zastąpiły wyraz „Zakon” wyrazem „Prawo” (pisanym wielką literą, gdy odnosi się do Prawa Mojżeszowego), aby uniknąć mylących skojarzeń odnoszących się wyłącznie do wspólnot zakonnych.
„Ocalić” czy „zbawić” – jak napisał św. Paweł i co rzeczywiście chciał przekazać?
Korzystałam z pięciu publikacji. W czterech jest „zbawić”, w jednej – Biblii Tysiąclecia – jest „ocalić”.
„[…] dla wszystkich stałem się wszystkim, żeby tak czy owak niektórych zbawić”.
„Stałem się wszystkim dla wszystkich, żeby w ogóle ocalić przynajmniej niektórych”.
To ostatnie zdanie wypowiedzi św. Pawła. Pismo Święte tłumaczone było z greki lub z łaciny. Użyto tam różnych wyrazów, ale miały one mniej więcej podobne znaczenia: zbawić, ocalić, uratować.
Wydaje mi się, że w języku polskim termin „zbawienie” ma jednoznacznie teologiczny wymiar i jest zarezerwowane wyłącznie do spraw Boskich: to Bóg zbawia człowieka od grzechu i śmierci wiecznej. Tłumacze Biblii Tysiąclecia użyli słowa „ocalić” prawdopodobnie z konkretnych powodów teologicznych. Autorem słów jest św. Paweł – dość kontrowersyjna postać – zatem tłumacze chcieli uwolnić Pawła od zarzutów, że przypisuje sobie moc sprawczą – moc udzielania zbawienia. Staram się być wyważona w prezentowaniu swojego stanowiska, jednak tutaj myślę, że tłumacze (oraz Imprimatur) chcieli ocalić przede wszystkim Pawła, który niekiedy pisze dziwne czy kontrowersyjne zdania. Jest wielu egzegetów, którzy zarzucają Pawłowi, że do skromnych nie należał.
Miał wysokie mniemanie o sobie; często podkreślał swoją wyjątkowość i fakt, że ewangelii nie przejął od innych apostołów, lecz bezpośrednio z objawienia. Posługiwał się mocnym i nierzadko konfliktowym językiem, co rodziło rozmaite spory. Obrońcy tłumaczą, że św. Paweł musiał tak się zachowywać w czasie krzewienia Ewangelii w świecie pogańskim.