Zgoda na śmierć
Rozważania religijne

Zgoda na śmierć (GB18,19,20,21)

Poniżej przedstawię chyba ostatnie (?) przesłania Gabrieli, do którym miałam wcześniej po kilka, kilkanaście zdań komentarza. Będzie to 15 przesłań zawartych w pięciu Wpisach. Nie jestem w stanie ich analizować i komentować. Nie rozumiem Gabrieli i języka, jakim się posługuje. A może to są zdania innych osób dopisane do notatek Gabrieli lub przeinaczone np. przez redaktorów???

„Czego mi nie dostaje”

To osiemnasty Wpis z tej serii. Zob. pierwszy: Dusza zapala się od duszy, jak świeca od świecy

Przesłanie 88, s. 33 małe wydanie lub 110, s. 51, t. I1Gabriela Bossis, On i ja, Wyd. Michalineum, Wydanie IX poprawione, 2021, Za pozwoleniem Kurii Metropolitalnej Warszawskiej z 10.10.1986.

– W maju. Na wsi. Po Komunii św. –

Ja: Panie uzupełnij, czego mi nie dostaje. On: „Po to tu jestem”. 

To zdanie wydaje mi się zupełnie nieprawdziwe. Prośba Gabrieli – owszem: pewnie każdy o coś takiego prosi. Ale odpowiedź sugeruje, że Jezus udoskonala każdego, kto Go o to poprosi. A przecież widzę i doświadczam tego, że tak nie jest. Ludzie oraz ja sama, jestem ogromnie ułomna i to pod każdym względem. Choćbym zamęczyła prośbami Pana Jezusa, Boga o „uzupełnienie” tego, „czego mi nie dostaje”, to i tak realia pozostaną te same. Może jedynie otrzymam (otrzymuję) jakieś wsparcie, jakąś mikro poprawę.

Cały różaniecMuszę przyznać, że czasami dostrzegam zależność między poprawą czegoś u mnie, a wcześniejszymi prośbami o to Pana Jezusa. I z pewnością nie należy tracić nadziei na uzyskanie jakiejś poprawy, jakiegoś dobra poprzez łaskę Boga, Jezusa, czy nawet Świętych. Trzeba zawsze pamiętać o tym, że ludzie nie otrzymują od Boga po równo, ale każdy otrzymuje w innym wymiarze i może jeszcze inaczej.

Jednak, chyba nie jest tak, że Jezus jest tu (tzn. nawet nie wiem, gdzie dokładnie) po to, żeby nam służyć. I że jest tak na nasze zawołanie. Gdyby tak było, to nie byłoby niedoskonałości na tym świecie. Wszyscy byliby mądrzy, piękni, uzdolnieni i może jeszcze bogaci.

Chyba że Gabriela była kimś wyjątkowym dla Jezusa, kimś wybranym, komu chciał „służyć” i spełniać każde życzenie. Być na każde zawołanie, obecnym u niej na tarasie, gdy piła poranną kawę (było takie przesłanie) lub w tramwaju. Słuchać z nią muzyki i się razem cieszyć, rozmawiać, radzić, co ma zrobić itp., itd. Jednak to wydaje mi się zupełnie nieprawdopodobne. Owszem, czasem komuś (być może) pomaga bardziej, komuś innemu mniej, jednak niektórym – wcale (oczywiście w ich odczuciu).

Całe mnóstwo ludzi wierzy w to, że Jezus poświęcił się dla wszystkich, a nie dla pojedynczych osób. I chyba nie tak poświęcił, żeby być obecnym „na każde zawołanie”, chociażby przy piciu kawy na tarasie lub w każdej innej drobnej okoliczności, gdy ktoś np. czuje się samotny.

Mogę przyjąć, że Jezus może być na miliony sposobów i jednocześnie z milionami osób, które w danym momencie do Niego przemawiają. Ale czy w rzeczywistości tak jest? Czy może na bliską obecność Pana Jezusa trzeba sobie jakoś szczególnie zasłużyć?

Zresztą przyznam, że nie wiem nawet dokładnie, co Gabriela miała na myśli, mówiąc: „uzupełnij, czego mi nie dostaje”. Co to znaczy „nie dostaje”? Rozumiem tak, że chodzi o to, czego jej brakuje, ale co dokładnie miała na myśli, tego nie wiem. Czy chodziło o kwestie wiary, czy też o zwykłe mankamenty charakteru ludzkiego? A może o brak talentów lub umiejętności?  

Nie jestem pewna, czy ktokolwiek z osób świętych pisał o takim szczególnym swoim wybraniu, czy też umiłowaniu przez Jezusa? Chyba nie. Raczej te osoby nie czuły się tak wyjątkowo wyróżnione, jak Gabriela. Wektor miłości – w ich przekazie – był skierowany raczej w stronę Jezusa, a nie odwrotnie. Chociaż poświadczały ogromną miłość Boga do swojego stworzenia, jednak nie czuły się wywyższone. 

Muszę też założyć (niestety dla mnie), że jeśli przy mnie Jezus nie jest na każde zawołanie i w każdej sytuacji, to przyczyna może być po mojej stronie. (Oczywiście nie proszę o to w byle jakiej sprawie). Czy to znaczy, że nie zasłużyłam na to? Często tak jest, że jeśli ludzie czegoś nie doświadczają, to nie wierzą w to; wydaje im się to niemożliwe. Może z tego powodu zakładam wiarygodność przesłań Gabrieli, a język mojej krytyki czy niezgody na takie rozumienie Osoby Pana Jezusa, jest nader powściągliwy. Chociaż coraz trudniej jest mi hamować zniecierpliwienie oraz mocniejszą krytykę. 

Zgoda na śmierć

To dziewiętnasty Wpis z tej serii. Zob. pierwszy: Dusza zapala się od duszy, jak świeca od świecy

Przesłanie 268, s. 54 małe wydanie lub 701, s. 210, t. I2Gabriela Bossis, On i ja, Wyd. Michalineum, Wydanie IX poprawione, 2021, Za pozwoleniem Kurii Metropolitalnej Warszawskiej z 10.10.1986.

Mówiłam: Tak głośno wykrzykuję moją miłość, że nie usłyszysz, Panie, uderzeń młota.

– „Jak bardzo potrzebuję pociechy! Skazany na śmierć… na taką śmierć… czy wiesz, co to jest?”

– Chciałabym, Panie być tak samo skazaną, aby Ci ofiarować swoje cierpienie.

„A więc ofiaruj Mi już teraz swoją zgodę na śmierć w duchu posłuszeństwa prawu Bożemu, dla uwielbienia Boga, dla umniejszenia zła na świecie, dla wywyższenia Krzyża. Przypomnij sobie: kiedy Mój Krzyż zsunął się do przygotowanego dołu, odgłos wstrząsu usłyszano w otchłani, gdzie tyle dusz czekało na przyjście Zbawiciela. Zadrżały z radości i nadziei”.

Gabriela mnie zadziwia. Wykrzykuje swoją miłość do Jezusa, głośniej niż uderzenia młota. Czy prawdziwą miłość trzeba wykrzykiwać? Czy poziom głośności w wyznaniach miłości ma znaczenie? Tym bardziej dla Jezusa???

Z kolei odpowiedź Jezusa, aby ofiarować „swoją zgodę na śmierć” jest również zaskakująca. Czy to ważne dla Boga, że ktoś zgadza się na śmierć? A jeśli powie, że się nie zgadza, to co to zmienia? I tak prędzej czy później umrze. Jeśli się nie zgadza na taką kolej rzeczy, to może Bóg pomyśli, że chyba nie dostrzegł umierania wszystkich ludzi. Może to jest jakaś niezgoda na porządek Boski w świecie; zresztą ta niezgoda dotyczyć może wielu innych rzeczy z naszej egzystencji. Ale jak to przyjmuje Jezus, Bóg Ojciec – tego nie wiemy. Czy bierze pod uwagę stan psychiki i czynniki taką niezgodę wywołujące? Może tak, może nie.

Wypowiedź Pana Jezusa mogłabym zrozumieć jako pełną pesymizmu rezygnację z życia, które i tak daje Bóg i „każe” żyć, mimo trudów i cierpień. Odbiera je też bez naszej zgody. Nie wiem, właściwie, jak mam do tego podejść? Na razie zrezygnuję z dalszego komentowania tego przesłania.

Zauważyłam, że nieustannie czegoś nie wiem i generalnie nie wiem, jak rozumieć Boga, Pana Jezusa. Natomiast Gabriela – wie. Jednak ta „wiedza” do mnie nie przemawia. Czy to możliwe, aby komuś Bóg dał się poznać tak dokładnie?

Kochaj Mnie bardziej

To dwudziesty Wpis z tej serii. Zob. pierwszy: Dusza zapala się od duszy, jak świeca od świecy

Przesłanie 13, s. 25 małe wydanie lub 16, s. 32, t. I3Gabriela Bossis, On i ja, Wyd. Michalineum, Wydanie IX poprawione, 2021, Za pozwoleniem Kurii Metropolitalnej Warszawskiej z 10.10.1986.

– „Przekrocz swą zwykłą miarę. Kochaj Mnie bardziej”.

Było już podobne przesłanie: Czy miłujesz Mnie więcej niż inni?

Zgoda na śmierćTego przesłania także nie rozumiem. Nie wiem nawet, jak do niego podejść. Dlatego chyba nie ustosunkuję się do tej wypowiedzi. Jak miałabym przekroczyć swoją zwykłą miarę? I o jaką miarę chodzi? Czy o moją wydolność w kochaniu? Wiem, że są ludzie, którzy podobno nie potrafią kochać. Nikogo. Nawet swoich rodziców ani swoich dzieci, jeśli je posiadają. Czyli można by przyjąć, że otrzymali w przeznaczeniu, tj., w genach jakąś ułomność, która uniemożliwia im kochanie kogokolwiek. A jeśli człowiek otrzymał jakąś „miarę”, to czy i jak może ją przekroczyć?

Dotyczyć to może wielu różnych rzeczy. Nie tylko kochania. Jeśli człowiek nie otrzymał słuchu muzycznego na przykład, to jak może przekroczyć tę „miarę” i ładnie zaśpiewać? Może tylko chodzi w tym zdaniu o wysiłek, jaki człowiek powinien włożyć, aby kochać Jezusa bardziej? Być może jest to możliwe? Chociaż pewnie bardzo trudne. Tym bardziej, że Jezus jest niewidoczny. Trzeba chyba liczyć na to, że Jezus sam daje nam jakąś możliwość odczucia Go i większego przywiązania? Pewnie daje nam jakieś znaki, ale musimy starać się je odczytać.

Moje pierwsze myśli były takie, jak powyżej przedstawiłam.

Ale czy tylko o to chodzi w tym przesłaniu?

Przypomniałam sobie, że Gabriela, zdaje się w ciężkiej chorobie przed śmiercią, a chorowała ponad rok na raka piersi, nie prosiła o wyzdrowienie. To znaczy, nie zamieściła takiej notatki w czasie od sierpnia 1949 r. do 25 maja 1950 r. (zmarła 8/9 czerwca, miała 76 lat). Przecież musiała zmagać się z ogromnym bólem fizycznym oraz z wielorakim cierpieniem. Przez cały czas choroby nie tylko nie odwróciła się od Jezusa, ale nieustannie zapewniała Go o swej wielkiej miłości. Rozważała też spotkanie z Bogiem, z Jezusem, Matką Przenajświętszą. I oczywiście rozmawiała o tym z Jezusem. Często mówiła, że nie może się doczekać spotkania z Nim, On również jej oczekiwał. (Taki przekaz jest zawarty w jej notatkach).

Swoje cierpienie przekazywała Panu Jezusowi na Jego chwałę i jako ofiarę za grzeszników. Dopytywała o szczegóły spotkania z Bogiem. Zapewniała też Jezusa o wielkiej miłości, mimo swoich ogromnych cierpień, leżąc w szpitalu, gdy już nie mogła prowadzić normalnego życia. Może to jest właśnie przekroczenie swojej zwykłej „miary”???  

Chcę, abyście myśleli o Mnie

To dwudziesty pierwszy Wpis z tej serii. Zob. pierwszy: Dusza zapala się od duszy, jak świeca od świecy

Przesłanie 28, s. 26 małe wydanie lub 33, s. 35, t. I4Gabriela Bossis, On i ja, Wyd. Michalineum, Wydanie IX poprawione, 2021, Za pozwoleniem Kurii Metropolitalnej Warszawskiej z 10.10.1986.

– „Jeśli tobie zależy na tym, by twoi przyjaciele myśleli o tobie, dlaczego nie pojmujesz, że Mnie zależy na tym, aby Moje stworzenia myślały o Mnie?”

To przesłanie jest w miarę zrozumiałe. Jezus chce tu powiedzieć, że On też jest naszym przyjacielem, choć niewidocznym. Ale pewnie też można rozmawiać z Nim, a już na pewno mówić do Niego. Może nas usłyszy?

To jest zachęta, abyśmy „wprowadzili” Jezusa do swego otoczenia, do domu, do naszych myśli i jak to się mówi – do naszego serca. To jest możliwe! Przede wszystkim, abyśmy uznali Jego ofiarę dla nas i za nas i zrozumieli, że zrobił to dla nas z wielkiej przyjaźni. Dlatego jest naszym (największym) Przyjacielem. Tak powinniśmy (chyba) o Nim myśleć. Wiem, że to może być trudne, w tym sensie, że jest niewidoczny i czasem zupełnie nieodczuwalny, trudny do wyobrażenia, ale możemy tu włożyć swój wysiłek i wyobraźnię, ile się tylko da.

Obrazek wyróżniający – Dąb z martwym drzewem, źródło: Wikimedia Commons, autor: Dominicus Johannes Bergsma

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *